Teraz dni płyną po mnie słoną łzą,
Padają na pokaleczone dłonie,
Ciekną przez palce.
Już nie pamiętam jak wyglądało zło,
Które dni dłużyło potwornie
Po nocnej walce.
Chleb ciepły pamiętam pełen ziaren
I zapach parzonej kawy,
Wzrok Twój wpatrzony nad ranem
Po pożegnalnym pocałunku na dzień cały.
Ciało gorące na moim niemniej rozpalonym,
Łakome usta i zęby wgryzione
I smak Twojego potu i smak Twego łona,
Smak naszej krwi połączonej.
Odebrałem Cię każdym zmysłem
Nim nas nam odebrano.
Nie dotykam nikogo. Nie dotknę!
Nie widzę, w ślepocie tych wspomnień.
Nie słyszę, prócz wołania o pomoc .