piątek, 9 lipca 2021

Rozchmurzenie

Duchy mówią mi

tak cicho bezszelestnie

ciszą która dziś

wypełnia moje wnętrze.

Ziemia nie jest dobrym miejscem

by przed siebie iść.

Ziemia jest pięknym miejscem,

ale znajdziemy lepsze.

Są ludzie i są sny,

są duże i są mniejsze.

Sny, w których my

lądujemy miękko

Na chmurze która nie...

nie zwiastuje deszczu,

chmurze która jest


poduszką w moim sercu.




Odlecimy stąd




Odlecimy stąd tak biało,

odlecimy stąd.

Zrobimy ten świat na szaro,

odlecimy stąd.

W kierunku nam nieznanym

odlecimy stąd.

Odlecimy sami




Żywi mówią mi

bym patrzył wyżej.

Co mam zrobić gdy

Bóg poskąpił skrzydeł?

Niebo nie jest dobrym miejscem

by przed siebie iść.


Niebo jest pięknym miejscem,

ale znajdziemy lepsze.

Są duchy i są sny,

w które nadal wierzę,

sny w których my

jesteśmy lżejsi niż powietrze.

Odlecimy stąd na chmurze.

Nie dla nas boski świat na górze,

nie dla nas ziemia w swej naturze,

odlecimy w kierunku swym




Odlecimy stąd




Odlecimy stąd tak biało,

odlecimy stąd.

Zrobimy ten świat na szaro,

odlecimy stąd.

W kierunku nam nieznanym

odlecimy stąd.

Odlecimy sami


czwartek, 8 kwietnia 2021

Pocałunek

Powierzchnie cudnie się zapadają.

Ugrzązłem w pocałunku z  ciemnością.

One są wilgotne po deszczu jak moje ciało.

Wlewam się w szczeliny nim mnie zakopią.

Nie dotrę do głębin gdzie smołę palą.

Nie dojdę! na co ziemi rozkosz?

- Rozkołysz mnie, rozkręć, bądź kroplą, ja skałą.

Najmocniej przepraszam, mi nie wolno.

Minie wolno chwila pocałunku,

Gdzie na strzępki rozrywa się wszechświat.

Ziemia rozchodzi się w przepaść dla głupców.

Bo w nas nie ma nic z człowieczeństwa.

piątek, 10 lipca 2020

Pistolet

Nie boli Cię, Nie boisz się.
To nie pytania. Krzycz nie mów!
Ja tonę w krwi twej,
tej która popłynęła z kącika ust
po pocałunku agresywnym.
Kąsam Cie. Nie dąsaj się.
Eksploduję z pożądania.
Nie zrobię Ci krzywdy,
ale na koniec
wyjmę pistolet
i strzelę w Twoją stronę.
Rozlejesz mi się w rękach.
Przed sekundą taka jędrna,
teraz miękka.
Jeszcze czuję w rękach Twoje drgania,
jeszcze pachniesz,
ja jeszcze łaknę
jeszcze raz.

poniedziałek, 18 maja 2020

...

Kocham życie którym żyje
lecz bez wzajemności
staram się przewidzieć
jak się to może skończyć

Nienawidzę śmierci
którą umieram dziś tak
wolno
i mi stwierdzić
jest taka nieliryczna

Żyję miłością aż śmierdzę
krwią którą mógłbym przelać
wygląda tak pięknie
jak czerwona orchidea

Umieram nienawiścią dogłębnie
do dna w szklanej butelce
i prędzej ta wódka skrzepnie
niż ja
brocząc tę czerwień

piątek, 14 lutego 2020

kropla

Po pocałunku gorącym jak ogień
na wargach zostaje mi proch
bowiem eksploduję.
Głos w mojej głowie to wybuch.
Spalę wszystko co było
na rzecz popiołu.
Z niego odrodzę miłość.
Siłą.
Gdyż to krew i łzy.
To uścisk co złapałby nawet dym.
Dla tego wypruję swe żyły.
Pompując krew tylko dla Ciebie
wyleję litry na martwą ziemie
żywiąc nadzieje,
że choć kropla będzie miała znaczenie.

środa, 20 marca 2019

Czerwień

Wsunąłem sztylet po rękojeść,
ten który wcześniej moment
żywym srebrem się mienił,
cały w czerwieni
Twojej.
Czemu się tak rumienisz?
Dobrze? Niedobrze?
Wstyd czy zauroczenie?
Na koniec wrzask.
Czemu przebiega przez Twoją twarz
strach?
Zdążę wyjąć w czas.
Być może nic się nie zmieni.

czwartek, 29 listopada 2018

Hemoseksualizm V

Znam te wdzięki kobiet,
ruchy ręki, nogi, piersi – jakby przećwiczone
Dźwięki mowy ciała co nie milkną w głowie
gdy już wypowiedziałaś na głos do mnie.

I choć znowu leżę sam tak
na wznak wśród wyobrażeń,
co atakują mnie znienacka
raz do roku w Skiroławkach.
Wyobrażeń brudnych, pięknych, smutnych,
wrażeń mokrych, głośnych głuchych
na krzyki, na piski,
na prośby o okruchy otuchy.

W ciałach gibkich naszych
duch kruchy,
który chce uciekać przed światem,
lecz zakuty w łańcuchy.

I tylko ta gitara martwa,
jak moi poeci.
Czy takiego też byś chciała?
- chciała ciała nie poezji.

Nawet jeśli jeszcze nie śpisz
czas zamknąć oczy.
Diabeł sam rozszczelni Ci powieki,
rzęsy i za mną wkroczy.
Pokaże scenki przez sny,
w tę mokrą porę.
Z nikim lepiej się nie prześpisz.
- lepiej z czartem niż z amorem.

Usta rozchylona przez sen.
Oddech żywszy przez sen.
Wnętrze rozpalone przez sen.
tylko zimne serce.
Łaknie łez by zamknąć obieg
który krew nie zdoła.
Ani gniew nie może.
Słychać śmiech padając w ramiona.

Ta pożywka dla ciał naszych
trucizną duszy bywa.
I choć pragnienie ugasi
Już się echem nie odbija.