środa, 28 września 2016

Lampo



Pod mój dom przyszedł bezgłowy Lampo,
Za nim włóczyły się dwa smutne koty.
W moim ogródku nie ma już miejsca na kwiaty,
A zapach unosi się paskudny – stalowy.
W ten gorący dzień – tak intensywny,
Brudny, żałosny.
Pies nie machał ogonem.
Nie drzyjmy kotów – powiedziałem,
…bo drżę ze strachu.
Pies nie mógł obnażyć kłów.
Żadnej ekspresji,
Żadnej emocji,
Żadnego bodźca.
Martwy obrońca dziecka.
Dziecka martwego przez psa.
Tysiące kotów martwych na jezdniach.
Setki oczu utopionych przez płacz.
Bez oddechu w morzu martwym.
Moja kolej.

czwartek, 15 września 2016

Szczenie



Gdzie setka wężych oczu w ludzką wchodzi skórę,
Tam jedno małe szczenie, ślepe osierocą.
Tysiącami łownych szponów namiętność wyszarpują.
I przebite rany czerwoną miłością broczą.

Gdzie jedno martwe zwierzę obrysowane kredą
Tam były już te oczy, oczy ludzkich zwierząt.
Tam jedno szczenie gdy już otworzy swoje
Ujrzy osierocone mioty posoką oblepione.

Gdzie z niepapilarnych dłoni skrapla się na ziemie
Ostatnie ziarno cudu. Szczenięce nasienie.
I niewinna miłość, co zakiełkuje w zemsty.
I z setki ludzkich oczu zostanie setka wężych.

niedziela, 11 września 2016

Noc czarna



W taką czarną noc,
Nie ciemną.
Czarną, czarną i gęstą jak smoła.
Oblepiała mnie całego.
Ściekała po palcach jak krew.
Krew dużo jaśniejsza,
Jakby odbijająca wątły błysk  księżyca.
W taką czarną noc,
Ciemniejszą od źrenic,
Nie myślałem o jakimkolwiek świetle.
Tylko by zaspokoić pragnienie.
Na dnie.
Na dnie węgielnej pustki.
Żar pozostawał w tętnicach,
Popiół na ulicach.
Niewidoczny… W tak czarną noc.