czwartek, 28 grudnia 2017

Kobiety Romana Fedosenko

I tak barwne.
I tak lekkie i zwiewne.
Otulone w kolory tak żywe,
Biel intensywną jak czerwień.
Doskonałe.
Promienie słoneczne
przez obraz dogłębnie do mnie
jak do niej docierają,
gdy  zerka na świty Weneckie.
Tak ciepłe.
Widzi w niej Ciebie moje serce.
Moje oczy zaślepione blaskiem.
Niedorzecznie.
Zakochane bezpamiętnie. 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Czym ja winien

Czym ja winien jestem w swej miłości?
Czy ja jestem Ci coś winien?
Okala mnie płaszcz barwnej przeszłości
połatany w nasze imię.

Czy to owym przeciw Tobie czynię,
że nie uszyję zwiewnych przyszłości?
W szufladach je składam co chwilę,
lecz by założyć brak sposobności.

piątek, 24 listopada 2017

Hemoseksualizm IV

Niech to przeczyta,
gdyż by powiedzieć odwagi braknie.
Odwagi! - nie krzyczy nawet myśl,
która się z tym boryka od zawsze.
Kochać było Cię łatwiej.
Znaleźć było Cię łatwiej.
I krew tracić i ból trawić
i gniew zdusić i...
Każdą ze wszechrzeczy we wszechświecie przemóc.
I najsilniejszemu oprawcy czoła stawić.
Przemoc była nam tak bliska,
smak krwi był słodki i czysty.
W kielichach rozlany był dla nas
na odkupienie.
Po latach żałosnych bez kropelki
tęskno mi i żal mam wielki,
gdy patrzę na zastałe blizny.
Uzależniliśmy się od niej kochanie.

Czy to widzi? czy czyta? Czy kocha?
Nie.

niedziela, 17 września 2017

Arsen

Widzę Twoje włosy w tysiącu innych kobiet.
Twój dotyk w snach mnie nawiedza jak duchy.
Już lata w Twoje oczy spojrzeć nie mogę -
to wstyd czy Pan Bóg nieskory
by skrzyżować drogi.
Gdy pędzę przez transparentne miasto
widzę tylko setkę Twoich nóg po drodzę.
Nam już nie jest po drodzę.
Boże! to nie może być kłamstwo.
Między Bogiem, a prawdą stoję rozdarty
i boję się patrzeć i ronię łzę za czymś jak Arsen-
trucizna czy lekarstwo?

piątek, 21 lipca 2017

Nie potrafię schować miłości

Żar się w popiół zamienił.
W mojej pełnej kieszeni Twoje puste serce,
Wśród bilonu, paragonów, starych wierszy.
Upchnięte najgłębiej.

W drugiej skrawki Twego łona,
Rozszarpane przez upadłych mężczyzn,
Przez nas upadłych po zdradach cielesnych,
Przez nas po słowach bolesnych.

Zazdrość zawsze była na piersi,
W kieszeni zwiewnej koszuli.
Wraz z nią tytoń i płaskie butelki.
Najbliżej serca, najtrudniej znieczulić.

Miłość? Miłości nie można schować,
Zatrzymać, wypchać w kieszenie.
Uciekała i wracała od nowa.
I wraca, choć już bez Ciebie.

piątek, 14 lipca 2017

Ruchome domy

Cezary Pryjomski


Dusze nie wyjdą nam z ciał,
Skoro je zatraciliśmy.
Zostawiając je w samochodach,
Starych domach i meblach.
Żadna nie wie, co to za ciężar.
Jak kamienny blok na naszych truchłach
Przyozdobiony w złote napisy,
Które nie gwarantują wejścia do nieba
Choćbyś zapisał się złotymi zgłoskami
W dziejach, których o złoto przelewano krew.
Szary kamień ze złotymi literami
Zdobytymi czerwoną krwią,
A dusza wciąż transparentna?


Adrian Rzatkowski

Na świecie są miliardy Ruchomych Domów:
Każdy ma jeden, inne zna z oddali
Tak jakby oglądał je z odległości, może przez okna,
Lecz nigdy nie wchodzi do środka.
Chciałby wejść – nie może; Klucze do nich są ciągle w użyciu,
przekręcają myślą myśli, podzwaniają w kieszeniach
Między uczuciami, wbijają się nieznośnie w powłokę skóry
Splecionej z włókien refleksji.
Ruchome Domy mają tylko jeden Klucz
Otwiera wszystkie drzwi, choć zamki mają różne.
Klucze Ruchomych Domów są piękne,
Bo wiecznie są w stanie Tworzenia,
Choć zawsze będą gotowe.
Klucz Ruchomego Domu ma ważne zadanie:
Zabawia gościa w salonie,
Pokazuje mu, gdzie jest taras – tam można zapalić;
Gdzie pokój gościnny ze zdjęciami –
Choć może to jednak są lustra?
Klucz Ruchomego Domu tworzy ściany,
Tylko po to, by postawić drzwi,
Które ostrożnie – z rozmysłem – otwiera, gdy gość znudzi się byciem w salonie.
Ten gość widzi potem to, co już zna:
Cztery ściany, sufit, jedno okno
Ale przestrzeń zamknięta płaszczyznami
Wypełnia zupełnie nowa Inność.
Gość ogarnia wzrokiem dekorację:
Lampa, dwa krzesła, regały
Ale dywan nie pasuje, gryzie się z obrazem –
Gość czuje pewną niezręczność.
Coś go uwiera w tej dekoracji, coś nie pasuje do znanego Domu.
Gość się wykręca, chce wyjść, szuka drzwi
Mija rozmyślnie wyjściowe.
Klucz Ruchomego Domu nie może iść otworzyć;
No chyba, że raz – potem nigdy.
Możesz zatem wyjść, jednak już cię nie wpuszczę
Dlaczego? – pyta gość.

Bo za drzwiami się nie znamy.

W wejściowe drzwi Ruchomych Domów zawsze puka ktoś nieznajomy.

Gość się nie poddaje: wystawia rękę za okno w sypialni,
Nogę przez lufcik na poddaszu, głowę:
Przez balkon. Patrzy na zewnętrze
I zmienia się – po części
Ale konsekwentnie.
Ręka zostaje w aucie.
Noga zalega w parku.
Głowa toczy się po alejce.
Myśli robią przeciąg w całym Ruchomym Domu.
Przeciąg przewraca lampę, dwa krzesła, potrząsa regałami,
podwija pstrokaty dywan –
na nim już leży upadły obraz.
Przeciąg uparcie trzaska oknami,
Przyciskając boleśnie rękę, nogę i głowę.
Przeciąg uderza rytmicznie – bo już wiadomo:
W Ruchomym Domu są intruzi.

W Ruchomym Domu musi ktoś mieszkać.

W Kluczu pojawiają się nowe żłobienia i zęby,
Są inne pokoje, a stare: są nowe.
Ktoś potajemnie zamienił zamki
I dekorację;
Tutaj to teraz sztuka współczesna z krótkim terminem oddziaływania.
Niektóre pokoje zamknięto, ich nieużywane drzwi pokryły się kamieniem
A na nich, jak łagodne lampiony,
Świecą aksamitnie złote litery
Złączone uściskiem w wyrazie – ZAMKNIĘTE.
Gość dobrze wie: te pokoje muszą zostać, nie można ich nigdy zburzyć.
Mają ściany nośne, dzięki którym gość może
Zwiedzać zupełnie nowe pokoje tymczasowe.

Ktoś puka.

Cezary Pryjomski

Kto tam?
To nowi – odpowiadają ale nazbyt cicho.
Tak cicho, że aż przezroczyście.
W wizjerach odbijają się zaciekawione oczy,
Lecz nie mogą zajrzeć do środka.
Ponownie spowija nas szarość tych ścian
Choć zatracamy dla nich głowy i ręce i nogi.
Nawet błyski złota zostają

Tak ludzko bezbarwne. 

poniedziałek, 27 marca 2017

Cisza

Nie ustawało milczenie.
Pokój był niemal pusty.
Mógł rozprzestrzeniać delikatnie zapach wojny.
To, że ten który w nim był tego nie dostrzegał -
- to przemilczenie.
Był sam tak bardzo,
że nawet ściany były głuche.

środa, 8 lutego 2017

Hemoseksualizm III

Nasza miłość była tak krwista.
Unosiła się wraz z dymem
zapalonych świec.
Uleciała w mgliste miasto,
wypełnione po brzegi
biciem tysiąca serc.
Nie pamiętam już miejsc bez Ciebie.
Nie pamiętam już gdzie nam było lepiej.
Pamiętam jak krew była tak niewinna.
Pamiętam śmierć,
była tak przedziwna,
Szybka i bezbolesna.
Zupełnie inna od narodzin -
- w bólu.
Kilka godzin męki i trudu...
By to żyło.