Cezary Pryjomski
Dusze nie wyjdą nam z ciał,
Skoro je zatraciliśmy.
Zostawiając je w samochodach,
Starych domach i meblach.
Żadna nie wie, co to za ciężar.
Jak kamienny blok na naszych truchłach
Przyozdobiony w złote napisy,
Które nie gwarantują wejścia do nieba
Choćbyś zapisał się złotymi zgłoskami
W dziejach, których o złoto przelewano krew.
Szary kamień ze złotymi literami
Zdobytymi czerwoną krwią,
A dusza wciąż transparentna?
Adrian Rzatkowski
Na świecie są miliardy Ruchomych Domów:
Każdy ma jeden, inne zna z oddali
Tak jakby oglądał je z odległości, może przez okna,
Lecz nigdy nie wchodzi do środka.
Chciałby wejść – nie może; Klucze do nich są ciągle w użyciu,
przekręcają myślą myśli, podzwaniają w kieszeniach
Między uczuciami, wbijają się nieznośnie w powłokę skóry
Splecionej z włókien refleksji.
Ruchome Domy mają tylko jeden Klucz
Otwiera wszystkie drzwi, choć zamki mają różne.
Klucze Ruchomych Domów są piękne,
Bo wiecznie są w stanie Tworzenia,
Choć zawsze będą gotowe.
Klucz Ruchomego Domu ma ważne zadanie:
Zabawia gościa w salonie,
Pokazuje mu, gdzie jest taras – tam można zapalić;
Gdzie pokój gościnny ze zdjęciami –
Choć może to jednak są lustra?
Klucz Ruchomego Domu tworzy ściany,
Tylko po to, by postawić drzwi,
Które ostrożnie – z rozmysłem – otwiera, gdy gość znudzi się byciem w salonie.
Ten gość widzi potem to, co już zna:
Cztery ściany, sufit, jedno okno
Ale przestrzeń zamknięta płaszczyznami
Wypełnia zupełnie nowa Inność.
Gość ogarnia wzrokiem dekorację:
Lampa, dwa krzesła, regały
Ale dywan nie pasuje, gryzie się z obrazem –
Gość czuje pewną niezręczność.
Coś go uwiera w tej dekoracji, coś nie pasuje do znanego Domu.
Gość się wykręca, chce wyjść, szuka drzwi
Mija rozmyślnie wyjściowe.
Klucz Ruchomego Domu nie może iść otworzyć;
No chyba, że raz – potem nigdy.
Możesz zatem wyjść, jednak już cię nie wpuszczę
Dlaczego? – pyta gość.
Bo za drzwiami się nie znamy.
W wejściowe drzwi Ruchomych Domów zawsze puka ktoś nieznajomy.
Gość się nie poddaje: wystawia rękę za okno w sypialni,
Nogę przez lufcik na poddaszu, głowę:
Przez balkon. Patrzy na zewnętrze
I zmienia się – po części
Ale konsekwentnie.
Ręka zostaje w aucie.
Noga zalega w parku.
Głowa toczy się po alejce.
Myśli robią przeciąg w całym Ruchomym Domu.
Przeciąg przewraca lampę, dwa krzesła, potrząsa regałami,
podwija pstrokaty dywan –
na nim już leży upadły obraz.
Przeciąg uparcie trzaska oknami,
Przyciskając boleśnie rękę, nogę i głowę.
Przeciąg uderza rytmicznie – bo już wiadomo:
W Ruchomym Domu są intruzi.
W Ruchomym Domu musi ktoś mieszkać.
W Kluczu pojawiają się nowe żłobienia i zęby,
Są inne pokoje, a stare: są nowe.
Ktoś potajemnie zamienił zamki
I dekorację;
Tutaj to teraz sztuka współczesna z krótkim terminem oddziaływania.
Niektóre pokoje zamknięto, ich nieużywane drzwi pokryły się kamieniem
A na nich, jak łagodne lampiony,
Świecą aksamitnie złote litery
Złączone uściskiem w wyrazie – ZAMKNIĘTE.
Gość dobrze wie: te pokoje muszą zostać, nie można ich nigdy zburzyć.
Mają ściany nośne, dzięki którym gość może
Zwiedzać zupełnie nowe pokoje tymczasowe.
Ktoś puka.
Cezary Pryjomski
Kto tam?
To nowi – odpowiadają ale nazbyt cicho.
Tak cicho, że aż przezroczyście.
W wizjerach odbijają się zaciekawione oczy,
Lecz nie mogą zajrzeć do środka.
Ponownie spowija nas szarość tych ścian
Choć zatracamy dla nich głowy i ręce i nogi.
Nawet błyski złota zostają
Tak ludzko bezbarwne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz