Smak jesieni jak kiść winogron,
Barwny jak owoc kasztana,
Zmienny jak liść klonowy.
Smutno, że tak nieuchwytny.
JAK PIENIĄDZ.
JAK PIĘKNO.
JAK BÓG
JAK MOJE MYŚLI,
Za Tobą biegną.
JAK TY.
Po lecie (część druga)
Po lecie,
polecisz, polecę
W odmiennych
kierunkach
By przebyć
tę drogę,
Poczekać na
wiosnę,
Nie znaleźć
miłości
Lub stracić
ponownie
Po lecie,
polecisz, polecę
Nam spokój
ten święty,
Którego z
zazdrością
Wyglądam za
oknem
U osób
postronnych,
Wierzących w
miłość
I jej
podobne.
Po lecie,
polecisz, polecę.
Po czym? –
pytany.
Nie
odpowiem.
Pobłądzę na
deszczu
Jesiennym co
przyszedł
By zabrać
wspomnienie
Nasze o
czerwcu.
Po lecie,
polecisz, polecę.
Polecę nie
myśleć.
Niepamięć
zostanie
O zimie zastanej,
Co się dłuży
zastała,
Zasłana nie
śniegiem.
Niewinna,
nie biała.
Po lecie,
polecisz, polecę
Z powrotem
na kwiecień,
Z powrotem
na wiosnę,
Na drzewa
zielone jak kolie,
Perły –
magnolie.
I myślą
zgrzeszę
Patrząc na
słońce.
Po lecie
(część trzecia)
Lato zaczęło
się tak bezpiecznie.
Po wiosennej
miłości.
Mamo!
Czy
pamiętasz mnie jeszcze?
Po tej
namiętności.
Skończyło
się tak oczekiwanie
Oczekiwane.
Po wiosennej
wojnie.
Znowu nie
było granic.
Mamo!
Czy jeszcze
jesteś w stanie
Dać mi
rozgrzeszenie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz