Śnią mi się sny czarno-białe,
w których napuszczasz na mnie wściekłe psy.
Nie puszczają mi nerwy,
gdyż nic nie będzie bolało jak wtedy.
Najpierw powoli,
Bez nerwowych spojrzeń i agresji
rozmawiamy.
I jeszcze tli się iskra nadziei,
że poukładamy nasze członki rozsypane.
Nagle "goń!"
Krzyczysz: goń! Bierz go! Bierz!
I dłoń wyciągasz wskazując na mnie.
Wgryza się we mnie wściekły rottweiler.
Dziwne.
Bólu nie czuję prawie.
I pysk zanurzony w szarpanej ranie
czysty jest, nie czerwony.
Patrzę na Twoje oczy i usta,
wsłuchuję się w krzyczane komendy.
Oczy Ci lśnią
pragnieniem zemsty.
...a moje rany dopiero teraz
broczą łzą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz